Duplicate content – jak się chronić przed plagiatem?

duplicate content

O tym, jaką rolę pełnią unikalne teksty, wie chyba każdy. Nie chciałbym powtarzać się i przekonywać nikogo, że warto zainwestować w oryginalne treści na stronie internetowej lub blogu. Poruszę jednak problem przywłaszczania cudzych tekstów i plagiatowania, co niestety dość często się zdarza.

Copywriter z pewnością nie sprzeda dwa razy tego samego tekstu. Nie mogę oczywiście ręczyć za każdego, ale żaden autor, budujący własną markę, posiadający zdrowy rozsadek i instynkt samozachowawczy, nie zrobiłby czegoś takiego. Mało powiedzieć, że miałby przechlapane. Opinia leży i on tez leży. Dlatego takie sytuacje są raczej marginesem.

Niestety może się tak zdarzyć, że ktoś postronny po prostu skopiuje dany tekst lub zmieni go w niewielkiej części i umieści u siebie. Mamy wtedy do czynienia z plagiatem. Czy da się to sprawdzić i jak się przed tym bronić?

Jak sprawdzić unikalność tekstów?

Podstawowym narzędziem do sprawdzania tzw. duplicate content, są różnego rodzaju programy antyplagiatowe, wyszukujące podobnych treści na podstawie zapytań do wyszukiwarki. Osobiście korzystam z Copyscape lub Siteliner. Narzędzia te, szybko pozwolą Ci sprawdzić, czy dany tekst przypadkiem nie został pożyczony przez kogoś innego.

Przed publikacją własnego tekstu, warto go sprawdzić systemem antyplagiatowym. Takim darmowym narzędziem może być Plagiarism Chcecker lub płatnym bez limitu znaków – Antyplagiat, którego sam używam. Te programy pozwolą Ci upewnić się, czy nie otrzymałeś zduplikowanego tekstu. Oryginalność nie powinna być niższa niż 90%. Te 10% zawsze należy mieć w rezerwie, na zdania powszechnie używane np. „Zapraszamy do skorzystania z naszej oferty” antyplagiat może wychwycić to jako zduplikowana treść, ale to zwykła kalka językowa. Oryginalność na poziomie 75%-80% powinna budzić wątpliwości. Poniżej tej wartości tekst, przynajmniej fragmentami, został po prostu skopiowany i podpada pod duplicate content.

Wszelkie prawa zastrzeżone

Kradzież tekstów, niestety, nie jest czymś niespotykanym. To się zdarza i wiedzą o tym doskonale poczytni blogerzy, nagminnie zmagający się z problemem „pożyczania” ich twórczości. Nie inaczej jest w innych środowiskach twórczych – używanie zdjęć bez pozwolenia autora, jest jeszcze częściej spotykanym zjawiskiem. Jednak można się przed tym bronić.

Podstawową barierą odstraszającą jest notatka o prawie autorskim umieszczona np. w stopce bloga. Nie jest prawdą, że jeśli takiej informacji nie ma, to tekst nie jest tym prawem chronionym. „©” „Copyrights”, „Wszelkie prawa zastrzeżone” itp. to tylko – i aż – informacje dla odbiorcy, ale brak takiego dopisku nie sprawia, że teksty nie są chronione. U mnie takiego dopisku nie ma, ale chyba nikt nie pomyśli, że można po prostu kopiować moje teksty.

Co możesz zrobić, by odzyskać tekst?

Jeśli już się okaże, że znajdziesz swój autorski lub zakupiony u copywritera tekst u kogoś innego, najpierw należy zwrócić się do właściciela serwisu, blogera, właściciela strony czy innej osoby odpowiedzialnej za stronę, z prośba o usunięcie tekstu.

Warto również pamiętać o tym, że copywriterzy nie lubią gdy ktoś kradnie ich pracę, dlatego z pewnością chętnie pomogą Ci w dochodzeniu swoich praw. Można w ten sposób zwiększyć siłę nacisku, w przypadku gdyby właściciel serwisu nie chciał usunąć tekstu.

Jeśli prośby nic nie dają warto nagłośnić sprawę w Social Mediach. Facebook, Twitter, Wykop i inne tego typu portale mają niesamowitą moc. Jest szansa, że dana osoba się zreflektuje i usunie tekst, w innym wypadku może narazić się na „gniew internetów”, który z reguły kończy się lawiną hejtu.

Ścieżka sądowa to ostateczność, ale…

Jeśli powyższe kroki nie dały efektu, a bardzo zależy Ci na tekście, ostatecznym krokiem jest zwrócenie się na ścieżkę sądową. Umówmy się –  dla mało wartościowych tekstów, raczej nikt nie będzie kruszył kopii, ale bywają sytuacje gdy plagiatowane są specjalistyczne artykuły, prace naukowe albo nawet całe książki. W takim wypadku jak najbardziej warto odwołać się do sądu i walczyć o swoje prawa. Na szczęście do tego etapu jeszcze nigdy nie udało mi się dotrzeć (nieliczne przypadki zapożyczeń moich tekstów, zawsze udawało się rozwiązań polubownie) dlatego nie wiem jak dokładnie wygląda batalia – i liczę, że nigdy się nie dowiem.

Widzisz? Reaguj!

Na wszelkie przypadki naruszania praw autorskich, niedozwolone kopiowanie treści i przywłaszczanie sobie tekstów czyjegoś autorstwa, należy reagować jak najszybciej. Bo chociaż zduplikowana treść z Twojej witryny nie powinna mieć wpływu na jej pozycjonowanie (to już raczej kopiujący może sobie zaszkodzić), to jednak można dużo stracić w oczach klientów lub czytelników, mogących nie wiedzieć kto jest prawowitym właścicielem/autorem tekstu.

Jako uzupełnienie polecam tekst w którym poruszałem tematykę praw autorskich „Copywriting a ghostwriting – czym to się różni?

Comments are closed.