Lubię (jeszcze) stare media

mediaRozglądając się po saloniku prasowym mam w zwyczaju kartkować różne magazyny, by wstępnie zapoznać się z ich treścią i wyłowić interesujące mnie teksty. Nie przejmuję się zbytnio wrogim spojrzeniem ekspedientki, która na twarzy ma wypisane „No kupuje, czy nie? To sklep, a nie czytelnia!” Kobieta mnie już najwyraźniej kojarzy i wie, że prócz kilku ważnych dla mnie tytułów, nie kupuję w ciemno.

Czy umiemy jeszcze czytać?

Naszła mnie ostatnio refleksja nad tym, jak bardzo zmieniło się czytelnictwo pod wpływem Internetu i jak mocno zmienił się format czasopism, próbujących wygrać nieustanną walkę pomiędzy wydawnictwami elektronicznymi, a tradycyjnymi. Mówi się, że nadchodzi zmierzch ery papieru – nie sądzę. Myślę jednak, że większość odpadnie z rozgrywki, ponieważ zamiast dostarczać wartościowych opinii fachowców, pójdą w stronę popkultury, której w sieci jest aż zanadto. Pozostaną tylko pierwszoligowi gracze. Czy to dobrze czy źle?

Mimo iż dysponuję komputerem z dostępem do Internetu, smartfonem i czytnikiem ebooków, nadal lubię poświęcić trochę czasu na czytanie papierowych gazet. Jest wiele trzymających poziom, lecz niestety duża część przejmuje złe maniery – nachalne reklamy zajmujące ¾ objętości pisma, spłycanie zawartości brak opiniotwórczości, lub zwyczajnie serwują bezwartościową papkę. Tylko czekam, aż zaczną publikować demotywatory i kwejki na swoich łamach.

Wszyscy spędzamy sporo czasu w sieci, przeglądając portale społecznościowe, rozrywkowe i informacyjne. Z natłoku informacji wyławiamy tylko te treści które nas interesują, odsiewając je od bezwartościowych. To wyrobiło w nas nawyk czytania po „łebkach” – bardzo szybkiego przerzucania wzrokiem treści. Najczęściej skupiamy się na wstępie i zakończeniu. Myślę, że większość internautów tak ma, ponieważ ogrom wiadomości, które codziennie przyswajamy byłby w rzeczywistości nie do ogarnięcia przez nasz mózg.

Tak się czyta w Internecie i podejrzewam, że każdy zaznajomiony z tematem bloger, czy wydawca o tym wie. Jeśli nie pogrubię tego zdania, to prawdopodobnie nie zwrócicie na niego uwagi, lub o nim zapomnicie. Stąd krzykliwe nagłówki, mające przyciągnąć uwagę czytelnika, powiększone cytaty w środku akapitu, śródtytuły, zakreślenia, czy kolorowanie tekstu. Jest duże prawdopodobieństwo, że „czytając” konkretny artykuł przelecisz wzrokiem tylko po tych wyraźnie zaznaczonych fragmentach, resztę zwyczajnie opuszczając. Tylko jeśli coś przykuje Twoją uwagę może zatrzymasz się na chwilę, by to doczytać. Takie zmiany w naszych mózgach wprowadził Internet i obawiam się, że są nieodwracalne. Już teraz mało kto potrafi skupić się na czytaniu dłuższego tekstu, o książkach już nie wspominając. Sam przyłapuję się na tym, że jeśli w powieści znajdują się przydługie opisy, to zdarza mi się przeskakiwać przez nie wzrokiem – i nie jest to spowodowane znudzeniem, ale chęcią przejścia dalej wraz z rozwijającą się akcją. Nie zatrzymywać się, pędzić do przodu!

Czy ludzie potrafią jeszcze pisać!?

Media papierowe doskonale zdają sobie sprawę z tego mechanizmu i niektóre błądzą, upychając wszystko w tytule, podtytule i pierwszym akapicie, oraz ewentualnie w podsumowaniu. To doprowadza, do znacznego skrócenia myśli, spłycania problemu i powstawania niedopowiedzeń lub półprawd. Wprawdzie rozwinięcie problemu znajduje się w tekście, ale kto go przeczyta? W ten sposób nieuczciwi wydawcy manipulują niczego nieświadomymi czytelnikami.

O tym czy dane czasopismo powinno być obiektywne czy nie było już wiele dyskusji. Moim zdaniem teksty piszą ludzie o danych poglądach, mający swój własny światopogląd, a coś takiego jak dziennikarski obiektywizm nie istnieje. Istnieć nie może, gdyż każda opinia jest subiektywnym przekazem autora. I dobrze, bo nie czytam danego autora po to, by otrzymać suchą informację, ale dowiedzieć się co on myśli na ten temat. Są pisma o profilu bardziej prawicowym, lewicowym, radykalnym lub liberalnym i jakimkolwiek jeszcze. Każdy może wybrać coś dla siebie. To co je odróżnia od siebie to opiniotwórczość (nie mylić z propagandą!).

Obecnie magazyny opiniotwórcze stają się bardziej wieloautorskimi blogami z możliwością kontaktu z autorami (np. mailem), niż dostawcami informacji. Nie ma się co temu dziwić. Jeśli chcę szybkiej informacji o aktualnych wydarzeniach – zaglądam na portal informacyjny, na którym znajdują się fakty na bieżąco. Po magazyn sięgam gdy chcę poznać opinię fachowca i z nim podyskutować – choćby we własnych myślach.

Tylko ja chcę rzetelnych opinii, subiektywnych, z emocjami i porządną treścią. Nie znoszę natomiast okładek jak z najgorszych tabloidów, mających za zadanie przyciągać uwagę, krzykliwych, mylących tytułów i spłycania tematów. To wszystko mogę mieć za darmo w sieci. Jestem wymagającym czytelnikiem, dlatego pani w kiosku mnie nie lubi, gdyż wie że odkładam większość magazynów z powrotem na półkę.

Copywriter, content writer, bloger, dziennikarz obywatelski.

Z wykształcenia ratownik medyczny; copywriter freelancer z zamiłowania i zawodu. Zanim zarobiłem pierwszą złotówkę na copywritingu, wystukałem miliony znaków, doskonaląc warsztat pisarski. Kwatera Copywritera to moja osobista marka, która od dziś pracuje na Twój sukces.

Lubię (jeszcze) stare media
Oceń ten wpis