Etyka copywritera – czy istnieje coś takiego?

etyka copywritera

Źródło: http://www.pexels.com/photo/2980/

Etyka copywritera to temat sam w sobie kontrowersyjny. Nie istnieje żaden kodeks moralny dla copy i wątpię, żeby kiedykolwiek powstał. Podejrzewam też, że na temat moralności w reklamie powstała już niejedna praca i obawiam się, że wszelkie dyskusje na ten temat, nieuchronnie prowadziłyby do „shitstormu”. Dlatego nie mam zamiaru niczego zakazywać, nakazywać, ani postulować o żadne klauzule sumienia. Nie o to w tym chodzi. Jednak kilka rzeczy leży mi na sercu. Utarło się powszechne, krzywdzące profesjonalistów stwierdzenie, że copywriter zrobi wszystko byle tylko zarobić. I faktycznie, nieraz zapominamy, że słowa mają wielką moc – zarówno tworzenia, jak i niszczenia.

Tekściarza, obojętne czy jest nim pisarz, copywriter, seowiec, ghostwriter, czy marketingowiec, ogranicza w tym, co robi tylko kilka rzeczy – jego wiedza i umiejętności, wyobraźnia, polskie prawo oraz oczywiście jego własna moralność.

Czy copywriter napisze wszystko?

Copywriter, najprościej rzecz ujmując to człowiek, piszący teksty reklamowe. Oczywiście, ta definicja jest bardzo uproszczona, a sam copywriting jest na tyle rozległą dziedziną, że powstały nieformalne specjalizacje tego zawodu. Są copywiterzy wszechstronni zajmujący się niemal wszystkim – od precli, aż po branding (chociaż, jak ktoś się zajmuje brandingiem, to wątpię, żeby mu się chciało bawić z preclami, ale nie wykluczam, że tak może być), są też autorzy o wąskich specjalizacjach np. zajmujący się tylko jedną dziedziną. I tutaj, bez żadnych wzmianek o moralności czy etyce, można po prostu stwierdzić – nie każdy copywriter napisze wszystko. Jeśli ktoś się wyspecjalizował w tekstach medycznych, to może mieć trudności w pisaniu na przykład o hydraulice, a typowy preclarz nie napisze tekstów dziennikarskich.

Czy copywriter powinien pisać wszystko?

Chyba nikogo nie zdziwię, jeśli odpowiem: NIE. Choćby dlatego, że istnieją pewne ograniczenia prawne. Mamy wolność słowa, ale to nie oznacza, że za słowa nie należy brać odpowiedzialności. Istnieje coś takiego jak Netykieta oraz odpowiednie przepisy w polskim prawie, które jasno precyzują co można publikować, a czego nie wolno.

Cytat za wikipedią:

Nie należy publikować w Internecie niezgodnych z prawem treści zdefiniowanych w różnych ustawach, wymienionych poniżej:

1.    Treści, które naruszają rażąco zasady współżycia społecznego (sankcje określają różne ustawy, w tym kodeks karny, kodeks cywilny i kodeks pracy).
2.    Treści, za które określono sankcje w kodeksie karnym, a które:
•    namawiają do popełnienia lub doradzają w popełnieniu samobójstwa lub samookaleczenia (art. 151 Kodeksu karnego);
•    grożą innym osobom popełnieniem przestępstwa na jego szkodę lub szkodę osoby jego najbliższej (art. 190 Kodeksu karnego);
•    obrażają inne narodowości, rasy ludzkie, religie (art. 194-196 i art. 257 Kodeksu karnego oraz art. 23 Kodeksu cywilnego);
•    nawołują do popełnienia przestępstwa (art. 255 Kodeksu karnego);
•    propagują totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość (art. 256 Kodeksu karnego).

3.    Treści, za które określono sankcje w kodeksie cywilnym, a które:
•    lżą osoby publiczne (art. 23 Kodeksu cywilnego);
•    zawierają pomówienia – informacje obarczające niepotwierdzonymi zarzutami inne osoby (art. 23 Kodeksu cywilnego);
•    obrażają inne narodowości, rasy ludzkie, religie (art. 23 Kodeksu cywilnego oraz art. 194-196 i art. 257 Kodeksu karnego).

4.    Treści, za które określono sankcje w ustawach szczególnych, a które:
•    promują alkohol (art. 2 (1) Ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi z dnia 26 października 1982 r.);
•    przyczyniają się do łamania praw autorskich lub naruszają prawa autorskie i licencje podmiotów trzecich. (Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych z dnia 4 lutego 1994 r.);
•    promują środki odurzające, narkotyki (art.1 Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii z dnia 24 kwietnia 1997 r.);
•    ujawniają bez czyjejś wyraźnej zgody dane osobowe, identyfikatory komunikatorów internetowych, fotografie, adres poczty elektronicznej, miejsce zamieszkania, pracy, przebywania, numery telefonów, tablic rejestracyjnych i inne poufne dane (Ustawa z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych);
•    zawierają słowa powszechnie uznane za niecenzuralne (art. 3 Ustawy o języku polskim z dnia 7 października 1999 r.).

Co niezabronione jest dozwolone?

Ha! I tu się rodzi dylemat. Czy jeśli coś nie zostało zabronione przez ustawę, to jest dozwolone? No, zasadniczo tak, a praktycznie to każdy copywriter sam decyduje, o czym chce napisać, a o czym nie. Copywriting to przecież marketing, a wszyscy wiedzą, że chwyty marketingowe nie zawsze są czyste. Istnieje jednak ogromna różnica, pomiędzy działaniami reklamowymi, przyciągającymi klientów a brudnym marketingiem, oszukującym klientów.

Własne przekonania

Tu wchodzimy na grząski grunt, ponieważ przekonań jest tyle, ilu ludzi. Ktoś, kto jest wegetarianinem, prawdopodobnie nie podejmie się pisania dla branży mięsnej; miłośnik ekologii, zapewne miałby kłopot z napisaniem o branży naftowej (w pozytywnym świetle), a głęboko wierzący raczej nie będzie reklamował usług wróżbiarskich. Takich przykładów można mnożyć i mnożyć. Dobra rada: jeśli z jakimś tematem nie czujesz się dobrze, to po prostu się go nie podejmuj. Copywriter naprawdę nie musi pisać wszystkiego, a nawet nie powinien.

Czy istnieje coś takiego jak czarna lista zleceń? Oficjalnie raczej nie, jednak poniżej kilka przykładów zleceń, których ani ja, ani żaden szanujący się copywriter nie przyjmie.

Teksty na strony wyłudzające numery telefonów i dane osobowe – nie można zaprzeczyć, że tego jest mnóstwo w sieci. Ktoś to musi pisać. Nie wiadomo czy autorzy tych stron sami je tworzą, czy komuś zlecają, ale jest ich mnóstwo. Kto nie zna tego rodzaju spamu? Ja takich tekstów nie piszę i nigdy nie napiszę. Konsekwencją może być nie tylko utrata reputacji, ale również sankcje karne, gdyż taka działalność podpada pod ustawę o ochronie danych osobowych.

Teksty celowo wprowadzające w błąd – brudny marketing, sprzedawanie czegoś, czym w rzeczywistości nie jest. Wątpliwej jakości środki medyczne, cudowne preparaty na odchudzanie, pożyczki lichwiarskie itp. Takich działań również nie należy podejmować, ponadto z reguły są naprawdę słabo płatne, bo zleceniodawcy zależy na tym aby tanim kosztem zarobić na naiwności kupujących i samego autora tekstu. Nikt nigdy nie dał dużej kasy na wypromowanie chłamu.

Oczywiście nie oznacza to, że nie należy pisać tekstów na przykład o pożyczkach. Jasne, ze można, ale dla własnego bezpieczeństwa warto upewnić się czy dana firma działa zgodnie z prawem. Nikt chyba nie chciałby zostać, choćby pośrednio, uwikłany w aferę podobnej do tej, jaka miała miejsce z „Amber Gold”. A jeśli ktoś myśli, że za takie teksty nie może być pociągnięty do odpowiedzialności, jest w błędzie. Może.

Wyłudzanie pieniędzy, haseł, przechwytywanie kont itp. – naprawdę wątpię, żeby jakikolwiek logicznie myślący autor, podjął się zadania stworzenia np. mailingu podszywającego się pod bank, mającego na celu wyłudzenie loginu i hasła do konta. Ktoś jednak te teksty pisze, chociaż sądząc po kiepskiej składni, raczej nie profesjonaliści. Mimo wszystko, od takich działań należy trzymać się jak najdalej.

Nigeryjski spam – to określenie ogólnikowe. Odnosi się do niegdyś (i teraz też, ale rzadziej) wysyłanych e-maili, w których proszono nas o pomoc w odzyskaniu ogromnych pieniędzy itp. Oczywiście nadawca chętnie się nimi podzieli, gdy tylko wpłacimy jakąś tam sumę, dzięki której będzie mógł wykupić nieistniejący spadek. Nigeryjski mailing swego czasu był prawdziwą plagą, ale jego mutacje pozostały do dziś.

Na koniec coś, co jest zmorą dzisiejszych czasów – kopiowanie treści. Copywriterze, jeśli nie umiesz czegoś napisać – nie pisz. Kopiowanie treści i zmienianie pojedynczych zdań, czy słów, przestawianie akapitów itp. byle tylko tekst nie podpadał pod plagiat, jest okropną manierą. Nie wspominając już nawet o tych ludziach, którzy zwyczajnie kradną teksty i przesyłają je klientom jako swoje lub sprzedają wielokrotnie ten sam tekst. To naganne zachowanie, które należy piętnować.

Copywriter, content writer, bloger, dziennikarz obywatelski.

Z wykształcenia ratownik medyczny; copywriter freelancer z zamiłowania i zawodu. Zanim zarobiłem pierwszą złotówkę na copywritingu, wystukałem miliony znaków, doskonaląc warsztat pisarski. Kwatera Copywritera to moja osobista marka, która od dziś pracuje na Twój sukces.

Etyka copywritera – czy istnieje coś takiego?
4.8 (96%) 5 votes